Aktualności

Repertuar kina Pieniny (1-7 maja)

Thriller "Chłopak z sąsiedztwa" w reżyserii Roba Cohena oraz wielki hit ostatnich dni i tygodni, a już dziś jeden z najbardziej kasowy filmów w historii kina - "Szybcy i Wściekli 7" to propozycje kina Pieniny na pierwszy tydzień maja. Serdecznie zapraszamy.







KUP NOWY WIOSENNY NUMER MAGAZYNU ----------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE---------------------------->








"Chłopak z sąsiedztwa" ("The Boy Next Door"), reż. Rob Cohen (2015)

Jeśli nie potrafisz pokonać schematów, zaprzyjaźnij się z nimi.

Być może taka właśnie idea przyświecała Barbarze Curry, która w swoim scenariuszu nie pominęła przypadkiem żadnej z masakrowanych przez lata klisz fabularnych (a przy okazji, na twórczej fali, machnęła bliźniaczo podobną historyjkę w "The Perfect Guy"). Sięgając po formułę popularnego w latach 90. thrillera erotycznego, pozwoliła sobie jedynie na zamianę ról - zamiast owładniętej żądzą zazdrosnej kobiety dostajemy przystojnego nastoletniego psychopatę. Nastoletniego oczywiście tylko z nazwy, bo Ryan Guzman nawet przy odrobinie dobrej woli nie przypomina ucznia liceum. Jego nazwisko, umieszczone zaraz obok Jennifer Lopez, ma posłużyć jako wabik na damską część publiczności - aktor ubiegał się o rolę pana Greya i wywijał hołubce w "Step Up 4" - ot, zwykły zabieg speców od marketingu. Jakże skuteczny. "Chłopak z sąsiedztwa", niskobudżetowa produkcja, świętowała w amerykańskich kinach prawdziwe triumfy.

Czepianie się schematów w kinie gatunkowym nie ma oczywiście większego sensu; zresztą już w zwiastunie, usłużnie zdradzającym niemal całą fabułę, można zobaczyć, jak potoczy się historia, i zdecydować, czy ma się ochotę na zalew banału. Claire, zdradzona przez męża nauczycielka, mieszka z synem na spokojnej ulicy. Noah dopiero co wprowadził się do domu obok, ale już gotów jest służyć pomocą i wsparciem. Ona cieszy się z tej nowej przyjaźni, jednak widzowie, z rzucanych im strzępków informacji, mogą się domyślić, że radość jest przedwczesna. Gdy Claire po wspólnie spędzonej nocy postanowi zerwać kontakt z chłopakiem, Noah ujawni swoje prawdziwe oblicze, robiąc swojej ofierze "psikusy" rodem z liceum - pisząc na ścianie obraźliwe hasła i drukując screeny z sekstaśmy, którą zapobiegawczo nagrał. Kiedy to nie poskutkuje, wyciągnie działa większego kalibru.

Drętwotą dialogów, niewyrazistością postaci, nachalną muzyką i miałkością scenariusza "Chłopak..." nie wykracza jednak wcale poza przyjęte ramy, pozostając jednym z przeciętniaków z telewizyjnej ramówki, o którym nie pamięta się już kilka dni po seansie. Szkoda tylko Roba Cohena ("Ostatni smok"), walczącego o ten film kłami i pazurami - początkowo planowano, by fabuła była jeszcze bardziej ugłaskana i dostępna dla widzów od lat trzynastu - pełnego wiary, że po chudych latach wypełnionych gniotami wreszcie los się do niego uśmiechnie. Przynajmniej finansowo się opłaciło.

[Sonia Miniewicz]


"Szybcy i wściekli 7" ("Furious 7"), reż. James Wan (2015)

Fabuła "Szybkich i wściekłych" jeszcze nigdy nie była tak niedorzeczna, a zarazem tak zabawna.

Siódma część serii, która dla części widzów zyskała rangę kultowej, przesuwa granice absurdu dużo dalej niż "Interstellar" Christophera Nolana. Nawet dla największego entuzjasty przychodzi podczas projekcji moment, w którym chcąc nie chcąc, złapie się za głowę, a na twarzy będzie mu się rysował uśmiech politowania. Czy to wtedy, kiedy jeden z głównych bohaterów rzuca wyzwanie grawitacji na miarę tego, jakie podjął Legolas w "Hobbicie", czy kiedy pewien watażka rozbija się po centrum Los Angeles, odpalając co rusz pociski rakietowe. "Szybcy i wściekli" ze skromnej miejskiej opowiastki o ścigających się królach własnego podwórka zamienili się tym samym w rasowy blockbuster, w którym jeden wybuch goni kolejny. A jego twórcy śmiało mogą przybić piątkę z autorami takich klasyków jak "Commando" czy "Niezniszczalni", zwłaszcza że do uniwersum bohaterów dołączyli właśnie Jason Statham i Kurt Russell.

Mimo wszystkich niedoróbek, podobnie jak w przypadku poprzednich części, jest jakaś perwersyjna przyjemność płynąca z ekranu, której trudno się oprzeć. Bo kiedy już zaakceptujemy, że fabuła toczy się najpewniej w alternatywnej rzeczywistości, zaczynamy zwracać uwagę na małe rzeczy. Zastanawia fakt, że człowiek kryjący się za tak kuriozalnymi chwilami dialogami (najpewniej był to sam Paulo Coelho) jednocześnie ma tak fantastyczne poczucie humoru, które pokazuje dystans, niezbędny w tego typu produkcjach. Bo kiedy twórcy puszczają do widza oko i w dodatku robią to w taki sposób, mogą być niemal pewni, że odbiorca odpowie tym samym.

Uśmiech przechodzi we wzruszenie, a na pewno jest nieco przytłumiony, ilekroć na ekranie pojawia się Paul Walker. Główny, obok Vina Diesela, aktor serii, który w listopadzie 2013 zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Ot, taki chichot losu. Jemu poświęcona jest ostatnia sekwencja siódmej części, pokazująca, jak życie spleść może się z filmową fikcją. Nawet tą, wydawałoby się, ze wszech miar absurdalną. W najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że jedną z najbardziej wzruszających scen od dobrych kilku lat zobaczę właśnie w "Szybkich i wściekłych".

[Kuba Armata]


źródło: stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas