Aktualności

Repertuar kina Pieniny (08-14 maja)

"Klub dla wybrańców" w reżyserii Lone Scherfig oraz sensacyjny "Nocny pościg" to propozycje kina Pieniny na drugi tydzień maja. Serdecznie zapraszamy.






KUP NOWY WIOSENNY NUMER MAGAZYNU ----------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE---------------------------->









"Klub dla wybrańców" ("The Riot Club"), reż. Lone Scherfig (2014)

Polski tytuł "Klub dla wybrańców" nobilituje grupę rozpuszczonych, posażnych młodzieńców. Angielskie "riot" odnosi się do rozruchów czy zamieszek, stosowniej więc jest myśleć o klubie rozrabiaków, huncwotów czy ancymonów. Choć sami bohaterowie woleliby widzieć obie formy naraz przy swoich nazwiskach.

Scherfig opowiada bowiem o fikcyjnym, uformowanym wieki temu bractwie (w prologu Dunka mruga okiem do fanów "Lisztomanii" Kena Russella), którego członkowie - młodzieńcy najbogatsi i predestynowani do najważniejszych krzeseł w państwie brytyjskim - w czasie oksfordzkich studiów mają się... wyszumieć, wyszaleć i zabawiać w najlepsze - bez względu na koszta.

Naszymi biletami wstępu na tajne spotkania jest dwójka rekrutów: poczciwina Miles (Max Irons) i grubiański Alistair (Sam Claflin). Reżyserka zderza ich z sobą na zasadzie prostych przeciwieństw, które - tym razem - nie przyciągają się, a działają wzajemnie na nerwy. Miles spaceruje po oksfordzkich uliczkach, z pogodą ducha patrząc w niebo i rozkochane oczy "gorzej urodzonej" Lauren (Holliday Grainger). Alistair, dotknięty kompleksem starszego brata - uczelnianej legendy - zadziera nosa, z góry patrząc na wszystkich, którzy nie wyglądają jak milion dolarów.

Do oczywistej konfrontacji dochodzi między nimi podczas uroczystej kolacji, która rozpoczyna ich "klubowe życie", a która zamienia się prędko w pijacką orgię, feerię niemoralnych propozycji, wreszcie napaść na uczciwego obywatela. O ile początek filmu może intrygować, o tyle sama impreza, której przebieg jest zbyt łatwy do przewidzenia, a która wypełnia niemal pół filmu, sprowadza film na manowce; im bliżej końcowi, tym więcej banałów i komunałów wychodzi z ust bohaterów; tym więcej klisz i rozwiązań właściwych dla co najwyżej dla filmów edukacyjnych dla gimnazjalistów wychodzi z metody obranej przez Scherfig.

Twórczyni udanego "Była sobie dziewczyna" raz jeszcze potrafi stworzyć świat wizualnie dopieszczony w każdym calu; tu i ówdzie zaskoczy też celnym pomysłem reżyserskim (jak w scenach inicjacji, w których zręcznie przeplatają się historie dwóch antagonistów), ale koniec końców idzie zbyt prostą drogą, ukazując widzom zdegenerowanych, "zepsutych przez pieniądz" bogaczy i wyłaniając spośród tych młodych wilków tylko jedną owieczkę. "Klub..." może cieszyć oko stylową (choć nieco nużącą jak na wywodzącą się z kręgów Dogmy Dunkę) formą i urodą młodych, sprawnie radzących sobie z rolami aktorów, ale pomyślany jako rozprawa o walce klas razi płytkością wywodu. W piątkowy wieczór znajdziecie lepsze kluby, do których warto się wybrać.

[Jacek Dziduszko]


"Nocny pościg" ("Run All Night"), reż. Jaume Collet-Serra (2015)

Jeżeli wierzyć słowom Liama Neesona, "Nocny pościg" ma być jednym z jego ostatnich, jeśli w ogóle nie ostatnim, występem w kinie akcji. Zakładając taki bieg wydarzeń, wchodząca na ekrany przebieżka aktora ulicami Nowego Jorku stanowi godne pożegnanie z tym gatunkiem.

Trzecie wspólne dzieło reżysera Jaume Colleta-Serry i gwiazdora serii "Uprowadzona" jest ich najlepszą filmową kolaboracją. "Nocny pościg" nie jest pozbawiony wad, ale na szczęście dużo więcej w nim zalet. W scenariuszu można doszukać się paru mielizn i dziur, tych jednak zdecydowanie więcej odnajdziemy w ciałach poległych gangsterów niż na kartach tekstu będącego kanwą obrazu.

Porośnięta zarostem twarz i zachrypnięty głos Neesona idealnie pasują do jego roli faceta, który swego czasu był największym badassem z papierosem w kąciku ust i wielką spluwą w ręku, eliminującym kolejnych niewygodnych współpracowników dla jego szefa. Jednak whiskey, wiek, jak i męczące demony przeszłości robią swoje, przez co Jimmy Conlon spadł na sam koniec mafijnego łańcucha pokarmowego. Choć bohater udowadnia, że gdy trzeba rozwiązać problem kopniakiem w drzwi i rozpłataniem czyjejś głowy na ścianie to w dalszym ciągu nie ma sobie równych. Nie jest on jednak nieśmiertelną maszyną do zabijania, a tylko człowiekiem mogącym popełnić błąd. To chyba jeden z lepszych występów Neesona w filmach akcji. Zresztą pozostała część obsady radzi sobie równie dobrze. Świetny występ zalicza Joel Kinnaman - sprawiedliwy na ulicach skąpanych w mroku, tym dosłownym i moralnym, na oklaski zasługuje też Boyd Holbrook w roli przestępczego socjopaty, czy też Ed Harris jako archetypiczny boss półświatka.

"Nocny pościg" udowadnia, że jeśli nawet film odrysowany jest od szablonu, to jeśli dobrze naoliwi się elementy tego mechanizmu, nie trzeba żadnych innowacji, żeby móc zagwarantować kawał porządnej rozrywki. Oprócz sztandarowych pościgów, mordobić i strzelanin, doskonale zrealizowanych, choć można było niekiedy ograniczyć szybkość cięć montażowych, obraz ma też swój potencjał dramatyczny. Zgrabnie poprowadzono wątki budowania zerwanych niegdyś więzi między ojcem a synem oraz rozpadu dawnych przyjaźni.

Ten pościg ma tempo, a gdy dochodzi do momentu odzyskania tchu po intensywnym sprincie, nie ma miejsca na nudę. Twórcy finiszują na pierwszym miejscu i oby ich ponowne ustawienie się na linii startu przyniosło podobny efekt.

[Robert Skowroński]

źródło: stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas