Aktualności

Repertuar kina Pieniny (22-28 maja)

W najbliższym tygodniu Kino Pieniny przygotowało dla swoich widzów fantastyczną sensację science-fiction "Mad Max: Na drodze gniewu". Serdecznie zapraszamy na seanse.






KUP NOWY WIOSENNY NUMER MAGAZYNU ----------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE--------------------------->








"Mad Max: Na drodze gniewu" ("Mad Max: Fury Road"), reż. George Miller (2015)

"Mad Max: Na drodze gniewu" już od samego początku chwyta za gardło i nie puszcza do ostatnich minut seansu. Przed Wami filmowy rollercoaster, który dosłownie wgniata w fotel.

Mogłoby się wydawać, że 70-letni George Miller może mieć problem ze współczesnym kinem akcji. W końcu trylogię o szalonym Maksie z Melem Gibsonem w roli głównej, zrobił na przełomie lat 70. i 80., a przez te kilka dekad standardy mocno się zmieniły. Jak się jednak okazuje, młodsi twórcy mogą jedynie pozazdrościć takiej werwy "dziadkowi Millerowi". To co się dzieje na ekranie, przechodzi ludzkie pojęcie, a adrenalina pulsuje w żyłach jeszcze długo po seansie. Czyste szaleństwo!

"Mad Max: Na drodze gniewu" to hipnotyzujący, blisko dwugodzinny pościg pełen wysmakowanych kaskaderskich popisów z minimalnym użyciem efektów CGI. Kolejne sekwencje zadziwiają swoją pomysłowością. Co rusz musimy "zbierać szczękę z podłogi", a ręce same składają się do oklasków. Popisy są iście cyrkowe! Nie ma co się oszukiwać - cierpi na tym fabuła, która jest prosta jak budowa cepa, ale pamiętajmy, że nie o skomplikowany scenariusz tu chodzi. A ten był zresztą "zapisany" tylko przy pomocy "storyboardów" w formie wręcz komiksowej.

Przed premierą obawiano się, czy Tom Hardy godnie zastąpi Mela Gibsona. Niepotrzebnie - brytyjski aktor idealnie pasuje do roli małomównego twardziela (zważywszy, że przez połowę filmu ma kaganiec na twarzy). Jednak co ciekawe, na pierwszy plan wysuwa się bohaterka grana przez Charlize Theron - znakomita rola dorównująca chociażby Sigourney Weaver z cyklu o "Obcym". Mogłoby się wydawać, że "Mad Max: Na drodze gniewu" będzie przepełnione tylko i wyłącznie testosteronem, a tu proszę - miła niespodzianka i ciekawy wydźwięk feministyczny stawiający film w zupełnie innym świetle.

"Mad Max: Na drodze gniewu" to destrukcja totalna. Szalona jazda bez trzymanki. George Miller pokazał, że wciąż można przekraczać kolejne granice i wycisnąć z kina akcji jeszcze więcej. "Co za piękny dzień" - krzyczy jeden z bohaterów dociskając gaz do dechy. Po wyjściu z seansu z pewnością będzie piękny.

[Jędrzej Bukowski]

źródło: stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas