Aktualności

Repertuar kina Pieniny (5 - 11 czerwca)

"Gorący pościg" w reżyserii Anne Flecher oraz amerykańsko-brytyjski dramat "Złota Dama" to pozycje obowiązkowe do zobaczenia w Kinie Pieniny w nadchodzącym tygodniu. Serdecznie zapraszamy!







KUP WIOSENNY NUMER MAGAZYNU -------------------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE--------------------------->







GORĄCY POŚCIG

Znacie tę historię. Bohater dostaje zlecenie, by w jednym kawałku przetransportować na salę rozpraw świadka koronnego. Pozornie nieskomplikowana misja zamienia się, niestety, w bieg z przeszkodami w postaci bezlitosnych gangsterów i przekupnych mundurowych. Kto pamięta "Zdążyć przed północą", ten wie, że z wyjściowego pomysłu da się wycisnąć zarówno wciągające kino drogi, emocjonujący sensacyjniak jak i dowcipną komedię kumpelską. "Gorący pościg", czyli żeński odpowiednik filmu z Robertem De Niro, w najlepszym razie sprawdza się jednak jako tło dla niedzielnego podwieczorku.

Pozornie wszystko jest tu na miejscu. Reese Witherspoon po raz enty wciela się w sumienną i nieskończenie naiwną legalną blondynkę, podczas gdy Sofia Vergara wskakuje w szpilki latynoskiego wampa po przejściach. Jest rodząca się w bólach przyjaźń, parę nieprzewidzianych postojów na trasie i kilka trupów w bagażniku. Wreszcie są tu żarty płynące z różnic kulturowych i charakterologicznych. Czego chcieć więcej?

"Gorący pościg" potwierdza smutną prawdę, że komedia bez chemii między odtwórcami głównych ról jest jak samochód jadący na oparach. Wyblakła gatunkowa klisza pozostaje wówczas tylko kliszą, dialogowy suchar nie jest w stanie nawet podnieść kącików ust, a średnio zajmująca intryga nie zajmuje w ogóle. Szarżująca Vergara i opanowana Witherspoon grają do siebie, przez co ich emploi odbijają się, zamiast zgrabnie uzupełniać. W tle pobrzmiewa gdzieś gorzka refleksja na temat sytuacji kobiet stworzonych do "wyższych celów", a mimo to wtłoczonych przez patriarchat w tradycyjne role recepcjonistek i pań domu. Choć to ciekawy wątek, reżyserka Anne Fletcher ( autorka niezłego "Narzeczonego mimo woli") poprowadziła go zdawkowo i bez pomysłu.

Na plus trzeba policzyć niezłe tempo akcji, Roberta Kazinskyego w roli sympatycznego rednecka, a także zabawne wpadki z planu zdjęciowego, podane jako deser w napisach końcowych. Niewiele, ale wystarczy, by bez bólu zębów dojechać z "Pościgiem" na metę.

autor: Łukasz Muszyński

ZŁOTA DAMA

Niezwykła historia jednego z najsłynniejszych obrazów, "Portretu Adeli Bloch - Bauer" Gustava Klimta, powszechnie znanego jako "Kobieta w złocie", opowiedziana została w zainspirowanym prawdziwymi wydarzeniami filmie Simona Curtisa. Fascynujące koleje losu płótna nie posłużyły niestety za punkt wyjścia do stworzenia wybitnego dzieła, chociaż twórcom udało się zarysować najważniejsze trudności związane z odzyskiwaniem bezcennych dzieł sztuki zagrabionych w wojennej zawierusze.

Maria Altmann (Helen Mirren), siostrzenica sportretowanej przez austriackiego mistrza symbolizmu Adeli, w jesieni swego życia zdecydowała się podjąć walkę o rodzinne dziedzictwo. Sama opuściła w biegu wiedeński dom i najbliższych, wyruszając z mężem do Stanów Zjednoczonych. Po latach spokoju, obserwując głośne sukcesy potomków znamienitych rodów spierających się o swoją własność przed sądami w całej Europie, postanawia podjąć ostateczną walkę o najcenniejsze zbiory, ale przede wszystkim o pamięć o zamordowanej ciotce i wspomnienia. Do pomocy zatrudnia młodego, niedoświadczonego prawnika Randyego Schoenberga (Ryan Reynolds). Oboje zaczynają osobistą krucjatę przeciwko niechętnym władzom muzeów, reprezentantom rządu Austrii i obojętnym przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości, doprowadzając sprawę do szczęśliwego finału po wieloletniej walce na dwóch kontynentach.

Filmowe opowieści z dziełami sztuki w tle są w gruncie rzeczy dość przewidywalne. W ostatnim czasie może jedynie "Koneserowi" Giuseppe Tornatore udało się wyjść poza szablon i wybić ponad przeciętność. Do tego skromnego grona niestety nie można zaliczyć "Kobiety w złocie" Curtisa. Mimo pasjonującego punktu wyjścia, twórcy postawili sobie ewidentnie za cel maksymalne uproszczenie fabuły, proste skontrastowanie bohaterów na zasadzie narodowości (Austriacy to w sumie jak i wszyscy Niemcy - naziści, a Amerykanie to szlachetni zdobywcy usiłujący tylko odzyskać to, co im się prawnie należy). Do tego dochodzi też usilne akcentowanie różnic między starszą wdową Marią, a młodym zdolnym Randym - na podobnej zasadzie, co w "Tajemnicy Filomeny" Frearsa, chociaż z gorszym skutkiem. Naturalnie, mając do dyspozycji wspaniałą Helen Mirren, także i z tych wątków da się wycisnąć kilka niezłych scen. To jednak wciąż za mało, by spełnić nadzieje pokładane w tej opowieści. Gdzieś po drodze zagubieniu ulegają podstawowe problemy obrotu bezcennymi dziełami sztuki, przynależności i w ogóle własności dziedzictwa narodowego. Film Curtisa, wyprodukowany przez Harveya Weinsteina, do tych dylematów nawet się nie zbliża.

[Magdalena Maksimiuk]

Aktualny numer

Dołącz do nas