Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (19-25 czerwca)

Australijski "San Andreas" w reż. Brada Peytona oraz mroczny horror "Poltergeist" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!






KUP WIOSENNY NUMER MAGAZYNU -------------------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE--------------------------->








"San Andreas", reż. Brad Peyton (2015)

"San Andreas" to kino katastroficzne z sercem. Spielberg byłby dumny!

Brad Peyton z wielu względów porwał na się odważny projekt. W czasach, gdy hollywoodzcy producenci stawiają na remakei i sequele, amerykański reżyser zdecydował się zrealizować produkcję o dziwnym tytule, wielu kojarzącym się z popularną grą komputerową. Zapewne liczył też na to, że ludzi przyciągnie do kin nazwisko Dwyane"a "The Rocka" Johnsona. Bo czy widzów zainteresuje perspektywa obejrzenia katastroficznego filmu w 3D? Niestety, ta technologia znów nie robi zbyt wielkiej różnicy. Na szczęście twórcy "San Andreas" nie zapomnieli o ciekawej historii i fajnych bohaterach. To być może największa siła tego filmu i dzięki niej jest znacznie lepszy niż "Godzilla" Garetha Edwardsa.

Warto pochwalić efekty specjalne, zrealizowane z dbałością o jak największy realizm. Jednocześnie ten film jest świetną rozrywką i dobrą zabawą. To opowieść o dzielnym ratowniku i pilocie helikoptera, decydującym się na uratowanie swojej rodziny w czasie olbrzymich trzęsień ziemi. Niewykluczone, że bezpretensjonalne "San Andreas" przypadnie do gustu samemu Stevenowi Spielbergowi.

W produkcji Peytona znajduje się sporo humoru i fabularnych niespodzianek. Świetnie wypadają matka i córka, zagrane przez Carlę Gugino i Alexandrę Daddario. Na ich tle blado prezentuje się The Rock, wcielający się w postać nijaką mimo swojego heroizmu. Prawdopodobnie o to właśnie chodziło i miał to być zwykły bohater, człowiek taki jak my, nawet jeśli od nas silniejszy.

Sam film zdecydowanie jest godny uwagi. Nie ma w nim patosu, sentymentalizmu, tanich chwytów i przerostu formy nad treścią. Choć to przede wszystkim kino akcji, reżyserowi zależało na dbałości o detale. Znakomicie widać to krótkich scenach pokazujących ludzkie dramaty i reakcje obywateli na wielką katastrofę, na którą nie ma mocnych.

Być może Peyton nie stworzy nigdy arcydzieła, ale jego nazwisko zdecydowanie warto zapamiętać. Zwłaszcza, że wyreżyserowanie solidnego rozrywkowego filmu to naprawdę trudne zadanie. "San Andreas" to kino katastroficzne z sercem.

[Michał Hernes]


"Poltergeist", reż. Gil Kenan (2015)

Horror to gatunek skrajnie skonwencjonalizowany, w którym trudno o coś nie tylko świeżego, ale i rzeczywiście trzymającego w napięciu. Są oczywiście wyjątki, jak filmy Jamesa Wana. Niestety, "Poltergeist" do wyjątków nie należy.

Bowenowie to rodzina na życiowym zakręcie - tata właśnie stracił pracę, mama jest niespełnioną pisarką, trzeba więc wyprowadzić się do nowego, leżącego w znacznie gorszej okolicy domu. Krótko po przyjeździe okazuje się, że miejsce nie jest do końca puste. Gdy najmłodsza z pociech, Madison, zostanie porwana do innego wymiaru, jedynym ratunkiem będzie znany pogromca duchów, Carrigan Burke.

"Poltergeist" jest remakiem "Ducha" Tobe"a Hoopera i popełnia wszystkie możliwe grzechy kręcenia filmu na nowo. Przede wszystkim każda kwestia musi być dosłowna, do tego pokazana z fajerwerkami. Tak jakby jedynym pomysłem na zrobienie remake"u było "podkręcenie" czego tylko się da (dźwięku, efektów, etc.). Problem w tym, że przez to gubi się gdzieś klimat i napięcie - podczas seansu podskoczą tylko najwrażliwsi i to też ledwie kilka razy. Dość powiedzieć, że najlepsze sceny to te, w których nieoczekiwanie pojawia się humor. Nie jest to najlepsza rekomendacja dla horroru.

Sama historia też jest średnio wciągająca i emocjonująca. Jak tu przejąć się losami rodziny, kiedy mimo wysiłku twórców, nic o niej nie wiemy? Może poza tym, że tata lubi cynicznie pożartować, mama bardzo kocha dzieci, najstarsza córka oczywiście jest zbuntowaną nastolatką, o pozostałych pociechach nie ma co wspominać. Widz znowu też przekona się, jak to ostatnio często w horrorach bywa, że na nic zdadzą się technologie, gdy do gry wkroczą siły paranormalne.

Chyba wszyscy występujący w "Poltergeiście" aktorzy zdają sobie sprawę, że próbują sprzedać okropną bzdurę, zawierającą wszelkie możliwe schematy. Jest straszny dom, stary cmentarz pod spodem i typowe próby straszenia publiczności dziwnymi odgłosami oraz wyskakującymi nagle makabrami. Tytułowy poltergeist pragnie przejść na drugą stronę, uwolnić się. W tym celu porywa najmłodszą Madison. Czemu akurat ją? Na osiedlu nie było innych dzieci? Nie mogły zaatakować kilku domów? I dlaczego sąsiedzi niczego nie zauważają, ani niczym się nie przejmują? Nie wiadomo. Sam Rockwell i Jared Harris mogą tylko wymieniać porozumiewawcze, równie znudzone spojrzenia.

[Jędrzej Dudkiewicz]

ŹRÓDŁO: stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas