Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (26 czerwca - 2 lipca)

Przygodowa animacja "Ups! Arka odpłynęła" oraz szalona komedia Petera Bogdanovica "Dziewczyna warta grzechu" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!







KUP AKTUALNY NUMER MAGAZYNU -------------------------->
BUY THE NEW ISSUE OF MAGAZINE--------------------------->







"Ups! Arka odpłynęła"

Do tego, o czym niedawno opowiadał Darren Aronofsky, swoje trzy grosze wtrącić postanowili twórcy tej całkiem zabawnej europejskiej animacji. O ile wcześniej prym wiódł Noe, w osobie Russella Crowe"a, o tyle teraz mitycznego budowniczego w ogóle nie poznajemy. A to dlatego, że "Ups! Arka odpłynęła" to biblijna historia przedstawiona nie z punktu widzenia ludzi, a królestwa zwierząt.

Pomysł, przyznać trzeba, naprawdę oryginalny. Podobnie jak główni bohaterowie, których próżno szukać w szkolnych podręcznikach do biologii. Są nimi pluszczaki, a opisać można by je jako połączenie wiewiórki, tapira oraz skunksa, jakby tego było mało - świecące w ciemności. I właśnie te biedne stworzenia obrazują główny grzech produkcji, jakim jest dla mnie przekombinowanie. Nie trzeba bowiem silić się na jakieś naciągane rozwiązania, by zdobyć sympatię najmłodszej publiczności. Zwłaszcza gdy na tapecie są wartości uniwersalne (a przecież są), a historia sama w sobie to w gruncie rzeczy samograj. Siła najczęściej tkwi w prostocie, czego najlepszym dowodem powodzenie Disneyowskiego uniwersum.

Kiedy jednak przymknąć na to oko, animacja Toby"ego Genkela jest całkiem zgrabną i zabawną opowiastką o sile rodzicielskiej miłości i poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Pełną sytuacyjnych żartów, sprawnie poprowadzonych dialogów (ukłon dla autorów polskiego dubbingu) i nade wszystko estetyczną. A to ostatnie dla najmłodszego widza liczy się najbardziej. Mam jednak nieodparte wrażenie, że gdyby pomysł ten trafił do któregoś z amerykańskich studiów specjalizujących się w animacji, mielibyśmy do czynienia z filmem na miarę "WALL-E", "Odlotu" czy "Potworów i spółki". Nie da się ukryć, że oglądając "Ups! Arka odpłynęła", takie skojarzenia nasuwają się same przez się. Film Genkela naśladuje bowiem styl wspomnianych przebojów, ale wyraźnie brak mu pojedynczych pomysłów, które stoją u podstawy ich sukcesu. Czyniąc tym samym z animacji, choć całkiem niezłej, tylko kopię największych.

[Kuba Armata]

"Dziewczyna warta grzechu"

Choć "Dziewczyna warta grzechu" jest chwilami staromodna i ostentacyjnie naiwna, nie można jej jednak odmówić energii i sympatii. Reżyser "Papierowego księżyca" rozbraja widzów nostalgią i uczuciem do takiego sposobu "uprawiania kina", w którym "najwyższą instancję stanowi po prostu miłość do tej sztuki.

W telewizyjnym wywiadzie-spowiedzi młoda gwiazda (Imogen Poots) rozlicza się ze swojej "brudnej przeszłości". W stylu bohaterek Wood"ego Allena rozpamiętuje dojrzewanie na Brooklynie, wzloty i upadki, a także swoich licznych kochanków. Pewnej nocy propozycja bogatego mężczyzny (Owen Wilson) odmieniła jej życie - 30 tysięcy dolarów w zamian za to, aby dziewczyna zaczęła uprawiać seks właśnie z miłości, a nie za pieniądze. Od czasu "Pretty Woman" historia kina nie widziała bardziej hojnego i romantycznego klienta. Ale komedia Bogdanovicha ucieka od tego typu romantyzmu, na rzecz festiwalu pomyłek, absurdu i slapsticku.

"Dziewczyna warta grzechu" to filmowy hołd dla twórczości takich reżyserów jak Howard Hawks czy Ernst Lubitsch. Nie można mówić o epigoństwie, lecz perwersyjnej nostalgii dla screwball comedies, którymi wsławili się wspomniani mistrzowie. Twórca "Ostatniego seansu filmowego" odgrzewa dość anachroniczną formułę komedii omyłek i próbuje odtworzyć na ekranie czar chociażby z własnego "No i co, doktorku?". Bez większego trudu można dopatrzeć się w charakteryzacji i zachowaniu głównych postaci nawiązań do kreacji Barbary Streisand i Ryana O" Neala z tamtego filmu. Wielopoziomowa struktura "Dziewczyny wartej grzechu" opiera się na powtórzeniach, grze pozorów i przetasowaniu poszczególnych par, które cyklicznie zbierają się w jednym miejscu i nie mogą zdradzić ani swojej prawdziwej tożsamości, ani swoich sekretów. Rzeczywistość postaci miesza się z tym co w sztuce teatralnej, tworząc na ekranie rodzaj "kontrolowanego chaosu". Osobiście żałuję, że Bogdanovich odmówił bohaterom ironicznego dystansu do konwencji, większej dozy gatunkowej samoświadomości. "Dziewczyna warta grzechu" wzrusza wtedy, kiedy wyrywa się na moment z niewolniczych kajdan wspomnianych konwencji i przedstawia coś intymnego i nie dającego się tak łatwo przyporządkować schematom.

Bogdanovicha broni jednak konsekwentna i niezburzona wiara w bajkowy mit klasycznego Hollywood i uniwersalną, "wstydliwą" potrzebę doświadczania jego - co z tego, że wykalkulowanej - magii. Pamięć amerykańskiego twórcy zakorzeniona jest w filmowych cytatach - nimi się żywi i wariacko o nich na jawie śni, co najpełniej zostaje wygrane w klimatycznym zakończeniu. Z kim na końcu będzie, po długich bojach, tytułowa dziewczyna? Odpowiedź z jednej strony widzów bez wątpienia zaskoczy, a z drugiej tylko wzmocni symboliczne przesłanie dzieła Bogdanovicha - po prostu "niech żyje kino!", nawet jeśli wszystko zostało już pokazane/powiedziane na wszelkie możliwe sposoby. Zabawmy się!

[Diana Dąbrowska]

źródło: stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas