Aktualności

Repertuar kina Pieniny (2-8 października)

Familijne fantasy "Hugo i Łowca Duchów" oraz sensacyjny "Transporter" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY ------------------------------------------------>

"Hugo i Łowca Duchów"

Film Tobiego Baumanna ma jeden niezaprzeczalny atut – może nauczyć dzieci tolerancji dla wszystkich i wszystkiego, co jest inne i dziwne. Pod warunkiem oczywiście, że mali widzowie wciągną się w opowieść o chłopcu-odludku, który zaprzyjaźnił się z galaretowatym duchem.

Tom ma jedenaście lat i – jak zapewniają nas pozostali bohaterowie filmu, włącznie z jego rodzicami – jest specyficzny. Jako widzowie poznajemy go jednak z lepszej strony – to wrażliwy, wyjątkowo inteligentny i trochę zalękniony chłopiec. Odkrycie w piwnicy zielonego "odglutka" rozpocznie w życiu chłopca zupełnie nowy etap. 11-latek okaże się mądrzejszy i bardziej zaradny niż wielu towarzyszących mu w filmie dorosłych. A gdy ludzkość stanie przed zagrożeniem wiecznego zlodowacenia, które ma się dokonać za sprawą potężnego demona, Tom wykaże się też nadzwyczajną odwagą.

W postaci filmowego Toma nie ma nic wyjątkowego. Twórcy familijnych produkcji uwielbiają czynić głównymi bohaterami małoletnich chłopców, którzy w jakiś sposób odstają od normy. Zwykle są lękliwi, bywają nieobecni, ale nadrabiają niesamowitą wyobraźnią i zawsze są nad wiek dojrzali ("Hugo i jego wynalazek", "Gdzie mieszkają dzikie stwory", "Jak wytresować smoka" i wiele, wiele innych). To, co wyróżnia bohatera "Hugona i łowców duchów" z zestawu niemal identycznych postaci, to młody Milo Parker ("Imperium robotów. Bunt człowieka") – świetnie zapowiadający się aktor z wielkim urokiem i coraz większą charyzmą. To on sprawia, że film, mimo ogranych wątków i schematycznych punktów zwrotnych, ogląda się przyjemnie, a do tego chętnie trzyma się kciuki, by jego bohater wyszedł cało z każdej opresji.

Mali widzowie mogą też na przykładzie Toma i jego przyjaciół dowiedzieć się czegoś o lojalności, oddaniu i poświęceniu. Chłopiec nigdy nie opuszcza swojego galaretowatego kompana i dużo ryzykuje, by go ratować. Nie zraża się też, gdy legendarna poskramiaczka duchów nie daje wiary w jego opowieści o milusińskim "odglutku" i nie chce mu pomóc pokonać stanowiącego prawdziwe zagrożenie zimowego ducha. Ostatecznie wszyscy troje zaprzyjaźniają się i są gotowi oddać za siebie życie.

Kumpelska relacja między duchem, małym chłopcem a starzejącą się kobietą, która powoli zaczyna się już martwić o swoją emeryturę, to nie tylko najfajniejszy motyw "Hugona", ale i minilekcja o przyjaźni ponad podziałami. Małym widzom mogą się też spodobać inne pokazywane w filmie stwory, ale jest ich za mało, by mówić o nich jako atutach produkcji. Nie ma tu zresztą nic, co zapadałoby głęboko w pamięci widza. Czasem to nawet atut, gdy nie chce się za dużo ryzykować, wybierając się do kina.

"Transporter"

Jedna z pierwszych scena nowego "Transportera" pokazuje, z jakim typem bohatera będziemy mieli do czynienia. Elegancki Frank Martin (Ed Skrein) rozprawia się w parkingu podziemnym z typami, którzy chcą ukraść mu wypasione audi. Używa do tego tylko jednej ręki; z drugiej nie wypuszcza torebki z prezentem dla swojego ojca. Idzie mu to niezwykle gładko, a z pomocą przychodzi mu sam w pełni zautomatyzowany samochód. Z zatargu Frank wychodzi oczywiście zwycięsko, nawet na chwilę nie tracąc klasy i pięknego brytyjskiego akcentu.

Tym razem tytułowy transporter trafia w samo centrum akcji za sprawą tajemniczej żadnej zemsty kobiety, która zleca mu przewiezienie siebie i swojej przesyłki z punktu A do punktu B. Zadanie okazuje się o wiele bardziej skomplikowane, a w morderczą rozgrywkę zostaje wplątany także Frank senior, który odwiedza syna tuż po przejściu na emeryturę. Obaj – choć niepozorni – skrywają wiele umiejętności, dzięki którym wychodzą cało z dosłownie każdej opresji.

Skreinowi – typowi sztywniaka z umiarkowanym dystansem do siebie – daleko do ironicznego Jasona Stathama, ale ma atuty, których nie sposób nie zauważyć. Kiedy odsłania swoje ciało i pręży mięśnie na ekranie, łatwo wybaczyć mu warsztatowe niedostatki. Zresztą bije się świetnie, a sceny, w których rozkłada na łopatki większych od siebie przeciwników, to najlepsze momenty filmu. O warstwę humorystyczną "Transportera" dba jego ojciec grany przez Raya Stevensona. Bez niego Skrein mógłby sobie nie poradzić z utrzymaniem uwagi widza. Stevenson wprowadza do filmu dużo lekkości, a dzięki jego urokowi "Transporter: Nowa moc" – mimo wielu niewiarygodnych, a czasem do bólu sztampowych wątków dostarcza przyjemnej, niezobowiązującej rozrywki.

Trzecim niezwykłym męskim bohaterem filmu jest Audi S8. Nowy "Transporter" to właściwie jedna kilkudziesięciominutowa reklama tego samochodu: audi w deszczu, audi na zakręcie, audi w pędzie, audi w zwolnionym tempie. Gdyby ktoś nie dostrzegł wszystkich atutów tego pojazdu, Frank raz po raz zapewnia o jego wyjątkowości. Ale i ten promocyjny zabieg łatwo wybaczyć dzięki temu, że twórcom filmu udaje się go obrócić kilkukrotnie w żart.

Wydaje się, że to właśnie samoświadomość autorów nowego "Transportera" uratowała film przed porażką. Bo chociaż jest w nim sporo niedorzeczności, jest też dużo uroku. I dużo niezłych scen akcji. Czasem tyle wystarczy, by dobrze bawić się w kinie.

autor: Dorota Kostrzewa (filmweb)

Aktualny numer

Dołącz do nas