Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (30.10 - 5.11)

Komedia animowana "Hotel Transylwania II" oraz przygodowe fantasy "Łowca czarownic" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY -------------------------------------------->

Hotel Transylwania 2

W efekcie mezaliansu córki księcia Draculi ze zwykłym człowiekiem w "Hotelu Transylwania" zaszły poważne zmiany. Wśród dziwolągów, strzyg, zombie i wilkołaków po gotyckich korytarzach przechadzają się ludzcy turyści ze swoimi ludzkimi wynalazkami. Nikt się niczemu nie dziwi i nikogo się nie boi. Tylko Dracula tęskni skrycie za starym ładem, gubi się w nowym porządku i wciąż nie umie obsłużyć telefonu. Jego ryżowłosy wnuczek od pająków na śniadanie i krwawych kołysanek woli telewizyjne bajki z Panem Ciasiem, który przestrzega, że gdy zje się za dużo ciastek, to się dostanie cukrzycy. Trudno o większe zmartwienie dla wiekowego wampira.

Zderzenie ludzkich norm (czytaj: zakazów, nakazów, poprawności politycznej i restrykcyjnych procedur) ze światem wampirów i innych nieokiełznanych potworów to najzabawniejszy motyw nowego "Hotelu Transylwania". Ale do śmiechu na seansie będzie też z wielu innych powodów. W drugiej części wracają wszystkie najciekawsze postaci z oryginału, bogatsze – po siedmiu latach życia wśród ludzi – o nowe, rozbrajające cechy. Większość zrobiła się leniwa, wygodnicka i zupełnie niegroźna, a szalejący wśród nich Dracula zrobi wszystko, by obudzić we wnuku prawdziwego wampira. Nie zawaha się przy tym sięgnąć po bardzo staroświeckie i niebezpieczne metody.

Sam Dracula ma wiele wspólnego z bohaterem Adama Sandlera z "Dużych dzieci", a i jego ekipa z potworem Frankensteina, niewidzialnym elegantem, Panem Mumią i tatkiem wilkołakiem przypomina wspomnianą filmową ferajnę. Na szczęście, pisząc scenariusz "Hotelu", Sandler odpuścił sobie prostackie i rubaszne żarty. Chociaż humor bywa tu absurdalny, to zawsze mieści się w granicach przyzwoitości. W całkowitym zachwycie nad drugą częścią "Hotelu" przeszkadza jedynie fakt, że nie ma w nim spójnej fabuły, a motywy przewodnie wygrywane są w scenkach rodzajowych, przeplatanych niewnoszącymi nic do rozwoju akcji sekwencjami humorystycznymi.

Młodym widzom nie będzie to oczywiście robiło różnicy – twórcy nie przestają się starać o ich uwagę nawet na chwilę. Lecz starsi, którym nie tak łatwo zaimponować rozbłyskami na ekranie, mogą sobie ukradkiem ziewnąć. Drobne mankamenty nie przeszkodzą jednak w dobrej zabawie i odczytaniu nienachalnego przesłania, że akceptowanie tego, co inne, nie grozi utratą własnej tożsamości, a więzy rodzinne i przyjaźń są ważniejsze niż tysiącletnie przyzwyczajenia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Łowca czarownic

Od czasu premiery "Wiedźmina" wciąż rozlegają się głosy, że tylko w Hollywood mogłaby powstać dobra ekranizacja prozy Sapkowskiego. Po obejrzeniu "Łowcy czarownic" wielu jednak zwątpi, czy Fabryka Marzeń potrafiłaby poradzić sobie dużo lepiej. Owszem, komputerowe efekty specjalne za oceanem stoją na wyższym poziomie, ale już sztuka budowy fabuły – niekoniecznie. Z wielkim żalem piszę te słowa, bo filmowa kultura geeków wciąż traktowana jest w Hollywood po macoszemu i liczyłem, że "Łowca czarownic" będzie pierwszym zwiastunem zmiany.

Moje nadzieje miały dość solidne podstawy. W końcu film Brecka Eisnera jest inspirowany klasyką RPG, czyli grą "Dungeons & Dragons". Postać Kauldera, tytułowego łowcy czarownic, oparta jest na bohaterze, którego przed laty stworzył Vin Diesel na potrzeby swoich młodzieńczych sesji "D&D". Niestety z ducha legendy tabletop RPG w filmie pozostało niewiele. Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że im większa liczba scenarzystów, tym niższy poziom fabuły. Mam wrażenie, że kolejne osoby były angażowane do pracy nad tekstem tylko w jednym celu: by wyeliminować wszelkie ślady oryginalności. Dlatego też podczas seansu "Łowcy czarownic" co chwilę będziecie mieć poczucie deja vu. Już sama podstawa historii wydaje się niczym więcej jak kopią serialu "Nieśmiertelny". Kaulder równie dobrze mógłby się nazywać Duncan MacLeod, a koncepcja "Dolanów" jako żywo przypomina Obserwatorów z serialu o nieśmiertelnym Szkocie.

Oczywiście zbudowanie filmu na cytatach jest możliwe, wystarczy przypomnieć sobie "Matrix" Wachowskich (do którego nawiązania również znalazły się w "Łowcy czarownic"). Potrzeba jednak do tego reżyserskiej sprawności, której Eisnerowi po prostu zabrakło. Jego film składa się z serii epizodów, które nie budują wrażenia doświadczania niewiarygodnej przygody. Jedyne, w co trudno uwierzyć, to jak głupie są niektóre dialogi, jak absurdalnie słabe zwroty akcji.

Widowisko broni przed katastrofą Vin Diesel. Nie dlatego, że jest dobrym aktorem (bo nie jest, a nawet gdyby był, to i tak scenariusz nie pozwoliłby mu tego udowodnić), ale dlatego że jest autentyczny. Z ekranu bije jego niekłamana pasja i chęć oddania się przygodzie pełnej magii, bohaterstwa i niezwykłych postaci. W każdej scenie wychodzi z niego geek, dzięki czemu staje się duszą, siłą życiową filmu. Za jego sprawą "Łowca czarownic" jest dziełem nawet strawnym, a potknięcia reżysera i scenarzystów traktuje się łagodniej, niż na to zasługują. Diesel nie jest sam. Dzielnie partneruje mu Rose Leslie, w roli czarownicy Chloe. Stanowi właściwą mieszankę profesjonalizmu i niezdarności, by podbić serca widzów. Reszta obsady niestety zawodzi, grając z nonszalancką obojętnością.

Cieniem na widowisku kładą się też efekty komputerowe. W zamyśle miały być spektakularną wizualną reprezentacją niesamowitego świata magii. Niestety są zbyt sterylne, by mogły budować klimat opowieści. A kino fantasy, jeśli robione jest na serio, a nie z przymrużeniem oka, bazuje właśnie w dużej mierze na atmosferze. To ona wciąga widza w świat wyobraźni, sprawia, że wycisza się racjonalną część umysłu i oddaje fikcji. Gdy efekty wypadają sztucznie, to w ogóle przestają robić wrażenie; granica wiary pozostaje zamknięta. To właśnie stało się z "Łowcą czarownic" i z tego też powodu nie jest to film udany. Na szczęście fanom RPG pozostają internetowe projekty, jak stary, ale wciąż aktualny serial "The Guild" czy świeże objawienie sieci – "Critical Role" z fenomenalnym Mistrzem Podziemi Matthew Mercerem.

źródło: filmweb.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas