Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (6-12 listopad)

Przygodowe fantasy w reż. Joe Wrighta "Piotruś" oraz "Ugotowany" w reż. Johna Wellsa to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY -------------------------------------------->

"Piotruś" reż. Joe Wright (2015)

Joe Wright postanowił wzbogacić historię Piotrusia Pana o prequel.

Nastoletni Peter (Levi Miller), porzucony w niemowlęctwie przez matkę (Amanda Seyfried), dorasta w londyńskim sierocińcu podczas II wojny światowej. Choć nigdy nie poznał żadnego ze swoich rodziców, wciąż wierzy, że pewnego dnia wreszcie dowie się, skąd pochodzi i co oznacza tajemniczy naszyjnik na jego szyi - jedyna pamiątka, jaką przed laty zostawiła mu matka. Kiedy po osłoną nocy do sierocińca przybywają najprawdziwsi piraci, by wykraść głęboko śpiących chłopców z łóżek, Peter wyrusza w podróż przekraczającą granice wyobraźni.

Pierwsze słowa krytyki wobec filmu Wrighta padły już kilka miesięcy temu. Okazało się, że w roli Tygrysiej Lilii, indiańskiej księżniczki zamieszkującej Nibylandię, obsadzono bielszą od Śnieżki Rooney Marę. Tysiące oburzonych fanów podpisało petycję sprzeciwiającą się tej decyzji. Po obejrzeniu "Piotrusia" wszelkie wzbudzające kontrowersje kwestie schodzą jednak na drugi plan.

Pomysł na to, żeby do znanych i lubianych opowieści dopisywać wątki nie mające nic wspólnego z oryginałem okazał się już bardzo opłacalny - "Czarownica", zainspirowana rogatą postacią znaną ze "Śpiącej królewny", okazała się w końcu kasowym przebojem. Naprawdę nie wiadomo jednak, co do słynnej historii J.M. Barriego miałaby wnieść wiedza o tym, że matka Piotrusia Pana po godzinach najwyraźniej uprawiała parkour, a kapitan Hook był kiedyś... Indiana Jonesem?

"Pan" składa się z kilku zupełnie różnych filmów - jakimś cudem znalazło się tu miejsce i na Dickensowski dramat, i na nieumotywowany niczym musicalowy numer, który każdego fana Nirvany przyprawi o ból podbrzusza. Niestety, żaden z nich nie jest dobry. To migotliwy bełkot, któremu brak wyobraźni, serca i przede wszystkim sensu. W obliczu dialogów sztywniejszych niż pal Azji, Hugha Jackmana ucharakteryzowanego na japońską gejszę i scen akcji przypominających wyjątkowo długą rundę paintballa, jedyną rzeczą, w którą można uwierzyć po obejrzeniu "Piotrusia" jest to, że Steven Spielberg otwiera gdzieś właśnie wyjątkowo drogą butelkę szampana - na tle filmu Wrighta nawet jego znienawidzony "Hook" wydaje się niesłusznie zapomnianą klasyką.

[Marta Bałaga]

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Ugotowany" reż. Johna Wellsa (2015)

"Chmurna młodość jest romantyczna, chmurny wiek średni już nie" – słyszy z ust rywala tytułowy "Ugotowany". Lata temu kucharz Adam Jones był pieszczochem krytyków kulinarnych rozpływających się nad jego perfekcjonizmem i kreatywnością w łączeniu smaków. Skłonność do autodestrukcji oraz intensywna dieta seksualno-wódczano-narkotykowa sprawiły jednak, że stracił pozycję, przyjaciół i majątek. Teraz niczym upadła gwiazda rocka po odwyku planuje reanimować swoją karierę. Przyjeżdża więc do Londynu, rekrutuje nowych współpracowników ("będą jak siedmiu samurajów"), wreszcie przekonuje starego znajomego, by powierzył mu prowadzenie kuchni w luksusowym hotelu. Cel jest prosty: zdobycie świętego Graala każdego restauratora, czyli trzech gwiazdek w przewodniku Michelina. Scenarzysta Steven Knight ma dla bohatera jeszcze jedno zadanie: odzyskać spokój ducha i ustabilizować życie prywatne.

"Gotowanie jest jak seks. Kończy się zawsze tak samo, a mimo to szukasz nowych, niebezpiecznych dróg prowadzących do finału" – powiada w jednej ze scen Adam. Jego motto najwyraźniej wziął sobie do serca Knight. Choć puentę filmu nietrudno przewidzieć, fabuła ugotowana jest z paru nietypowych składników. Spodziewalibyście się po piewcy wyrafinowanej kuchni ody pochwalnej na cześć Burger Kinga? Albo tego, że czarny charakter podniesie konkurenta na duchu i jeszcze z dobrego serca przyrządzi mu omlet? Nieoczywisty jak na hollywoodzką produkcję ku pokrzepieniu serc jest grany przez Bradleya Coopera bohater – chorobliwie ambitny, mający problemy z kontrolą gniewu arogant. Trochę Gordon Ramsey, a trochę Miles Teller z "Whiplash" Kto widział "Poradnik pozytywnego myślenia" albo "American Hustle", ten wie, że Cooper pasuje do takich ról jak bliny do kawioru.

Tego, że profesjonalne gotowanie to nie piknik, nauczyły nas programy pokroju "Hell s Kitchen" i "Master Chef". W "Ugotowanym" świetnie widać kontrast między brutalnymi realiami restauracyjnej kuchni a urodą i wysublimowaniem powstających w niej dań. Z jednej strony pot, przekleństwa i przypalone gary. Z drugiej – misterne dzieła sztuki ułożone na połyskujących talerzach. Ciekawie wypada tu również zderzenie dwóch kulinarnych światów. W pierwszym Jones i jego świta korzystają z takich reliktów kuchennej przeszłości jak... patelnie, rondle i miski. Drugi wypełniają maszyny, które bardziej niż z przyrządzaniem jedzenia kojarzą się ze "Star Trekiem". Co ciekawe, reżyser John Wells nie opowiada się jednoznacznie po żadnej ze stron. Pokazuje raczej, że najlepsze rezultaty przynosi szlachetny sojusz tradycji z nowoczesnością.

Oglądanie "Ugotowanego" z pustym żołądkiem zakrawa oczywiście o masochizm. Obfotografowane z każdej strony potrawy bohatera wyglądają tak smakowicie, że chciałoby się zanurzyć zęby w ekranie kinowym. Gdyby jeszcze reżyser potrafił wykorzystać potencjał wszystkich swoich gwiazd (po co było zatrudniać Alicię Vikander, Umę Thurman i Omara Sy?), a scenarzysta rozwiązywał każdy wątek w satysfakcjonujący sposób (patrz: spłata długu u dilerów narkotykowych), byłby to jeden ze smaczniejszych filmów sezonu. Mimo wszystko i tak jest nieźle: żarty bawią, soundtrack wpada w ucho, a Londyn okazuje się malowniczą scenerią kucharskich zmagań. Poproszę dokładkę!

źródło: filmweb.pl, stopklatka.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas