Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (13-19 listopad)

Animacja przygodowa "Rabusie fistaszków" oraz dramat historyczny "Zakazany Bóg" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY -------------------------------------------->

"Rabusie fistaszków"

Już na wstępie "Rabusiów fistaszków" widać, z jak różnymi filmowymi tradycjami twórcy animacji zamierzają flirtować. Czołówka przywodzi na myśl produkcje o Bondzie, Świętym i Różowej Panterze, sposób przedstawiania bohaterów nawiązuje do stylu Guya Ritchiego, intryga przypomina momentami "Mission Impossible", a główna postać – wiewiór Franek – nosi się jak Humphrey Bogart z noirowych dreszczowców. Szkoda tylko, że ta różnorodność nie służy do zabawy z widzem; autorzy wykorzystują miszmasz motywów do zamaskowania braku scenariusza. Ale niestety im się to nie udaje.

Po ucieczce z zakładu zoologicznego o zaostrzonym rygorze Frank dowiaduje się, że pod jego nieobecność ludzie doszczętnie ograbili jego miasteczko z żołędzi. W obliczu śmierci głodowej bohater postanawia odzyskać pożywienie. Wspólnie z zaprzyjaźnionymi zwierzętami: żabą, nietoperzem, wężem, szczurem, pangolinami, jeżozwierzem i wiewiórkami przeprowadza atak na siedzibę zawinionego koncernu. Tyle.

Sukces takich animacji jak "Disco robaczki" czy "Minionki" dowodzi, że historia w bajkach dla dzieci wcale nie jest najważniejsza. Uwagę małych widzów przykuwają przede wszystkim bohaterowie – byle byli przebojowi, uroczy albo po prostu zabawni – i kolorowa oprawa, oczywiście. Takie atuty powinny wystarczyć, żeby – mimo znikomej fabuły – "Rabusie" przykuli maluchy do ekranu. Ale produkcja Rossa i Lenore Venokurów nie może się poszczycić się ani jednym, ani drugim. Postacie w "Rabusiach" to mało charakterne kalki z innych filmów, a nieciekawa, ciemna i płaska animacja świata przedstawionego nie zadowoli nawet małych widzów, rozpieszczanych od lat pięknymi, dopracowanymi w najdrobniejszym detalu obrazkami od Disneya czy DreamWorks.

W walce o uwagę małego widza "Rabusiom" nie pomaga też to, że bohaterowie za dużo mówią – kwestie dialogowe są za długie i zbyt skomplikowane, by dzieci mogły cokolwiek z nich zrozumieć, a co gorsza – wcale nie są zabawne. Cały humor "Rabusiów" opiera się zresztą na kilku przewrotkach i potknięciach jednego z bohaterów – jeżozwierza Kolca – ale jego vis comica nie zaspokoi raczej oczekiwań nawet najmniejszych widzów.

Pozostaje pytanie: skąd w tytule fistaszki, skoro cała akcja rozchodzi się o żołędzie? Odpowiedź pada w ostatniej scenie animacji, ale żeby wysiedzieć na seansie do końca, potrzeba sporo silnej woli. Najmłodszym może jej zabraknąć.


"Zakazany Bóg"

"Nasza nienawiść nie jest skierowana w was, tylko w wasze habity i to, co symbolizują", mówią rewolucjoniści, którzy prześladują katolickich księży w filmie "Zakazany Bóg". Podczas hiszpańskiej wojny domowej w latach 1936-1939 doszło do represji Kościoła, a ofiary tych działań znane są dziś jako "122 męczenników". Film Pablo Morena opowiada o zakonnikach z miejscowości Barbastro, którzy zapłacili wówczas ostateczną cenę za swoją wiarę. Niestety, "Zakazany Bóg" nie oddaje im sprawiedliwości – i to niezależnie od pozycji ideologicznej, z jakiej się go ogląda. Dlatego na wszelki wypadek wyjaśniam: moja niechęć nie jest skierowana w habity bohaterów, ani w to, co one symbolizują – ona jest skierowana w sam film.

Najpierw jednak pochwalę: "Zakazy Bóg" nie jest jednowymiarową katolicką agitką, choć na taką się zapowiada. Reżyser mógłby namalować obraz bogu ducha winnych ojczulków i przeciwstawić ich krwiożerczym, złym do szpiku kości anarchistom. Na szczęście tego nie robi. Zamiast jaskrawych opozycji woli odcienie szarości. Dramatyzm sytuacji nie bierze się tu z manichejskich podziałów, tylko z gmatwaniny racji. Moreno słusznie pokazuje księży jako niewinnie postawionych pod ścianą. Ale zarazem sugeruje, że – być może – byli przesadnie uparci, kiedy stawiano ich przed wyborem "habit albo życie". Frakcja rewolucjonistów z kolei nie jest monolitem nienawiści. W ich szeregach znajdziemy zarówno chętnych krwi brutali, jak i gnębionych rozterkami wrażliwców.

Ale mamy paradoks: pochwały godne rozwodnienie konfliktu prowadzi bowiem do dramaturgicznej klapy. Moreno mnoży bohaterów, bo chce portretować zbiorowość w momencie historycznego przełomu. Tyle że w gąszczu niepogłębionych postaci nie sposób znaleźć kogoś, z kim moglibyśmy się zidentyfikować. Kogoś, kto nadałby dramatowi księży emocjonalnej wagi. Wiadomo, że historia niesłusznie zabitych jest smutna. Ale ten smutek nie jest wygrany, nie jest przepracowany – a tylko domniemany. Co gorsza, reżyser niefortunnie łamię jeszcze tę powagę i wprowadza wątek rewolucjonistki zakochanej w jednym z zakonników. Rozumiem intencję: chodzi o wątek kuszenia, o to, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. (Czy coś w tym stylu.) Szkoda tylko, że ta "baba" zakochuje się po uszy (od pierwszego wejrzenia!), ponieważ chłopak w habicie przypomina jej… Rudolfa Valentino. Nie brzmi to ani poważnie, ani wiarygodnie. Żeby opowiedzieć o ludzkim dramacie, potrzeba jeszcze ludzkich bohaterów. Nie wystarczą wydmuszki i stereotypy podane w przezroczystym, nijakim stylu.

Twórcy gubią też polityczny wymiar historii. Choć racje są w miarę sprawiedliwie rozgospodarowane, w gruncie rzeczy nie ma tu postaw, są tylko hasła. Księża przepowiadają własną przyszłość i argumentują, że oddanie się bogu jest jak zamążpójście. Anarchiści tymczasem rzucają na lewo i prawo lewicowymi frazesami: a to, że religia jest opium dla mas, a to, że wojsko, kler i władza świecka są burżuazyjną trzygłową hydrą. Mamy więc płytki film na głęboki temat. "Zakazany Bóg" mógł być ciekawą opowieścią o mechanizmach, jakie budzą się w społeczeństwie podczas "bezkrólewia". O tym, jak trudno pogodzić jest ideały równości i wolności. O tym, czy można mówić o mniejszym złu. O granicach wiary. Ale – podobnie jak ze wspomnianym smutkiem – wszystkie te konteksty są tu jedynie domniemane. Jak ktoś chce, jak ktoś wie, to sobie dopowie. Moreno tymczasem zadowala się stwierdzeniem faktu: była sobie wojna domowa, księża byli prześladowani, ojej. Gdyby jeszcze tylko potrafił opowiedzieć o tym w zajmujący sposób.

źródło: filmweb.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas