Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (4-10 grudzień)

Animacja "Hotel Transylwania 2" oraz sensacja science fiction "Igrzyska Śmierci" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY -------------------------------------------->

"Hotel Transylwania 2"

W efekcie mezaliansu córki księcia Draculi ze zwykłym człowiekiem w "Hotelu Transylwania" zaszły poważne zmiany. Wśród dziwolągów, strzyg, zombie i wilkołaków po gotyckich korytarzach przechadzają się ludzcy turyści ze swoimi ludzkimi wynalazkami. Nikt się niczemu nie dziwi i nikogo się nie boi. Tylko Dracula tęskni skrycie za starym ładem, gubi się w nowym porządku i wciąż nie umie obsłużyć telefonu. Jego ryżowłosy wnuczek od pająków na śniadanie i krwawych kołysanek woli telewizyjne bajki z Panem Ciasiem, który przestrzega, że gdy zje się za dużo ciastek, to się dostanie cukrzycy. Trudno o większe zmartwienie dla wiekowego wampira.

Zderzenie ludzkich norm (czytaj: zakazów, nakazów, poprawności politycznej i restrykcyjnych procedur) ze światem wampirów i innych nieokiełznanych potworów to najzabawniejszy motyw nowego "Hotelu Transylwania". Ale do śmiechu na seansie będzie też z wielu innych powodów. W drugiej części wracają wszystkie najciekawsze postaci z oryginału, bogatsze – po siedmiu latach życia wśród ludzi – o nowe, rozbrajające cechy. Większość zrobiła się leniwa, wygodnicka i zupełnie niegroźna, a szalejący wśród nich Dracula zrobi wszystko, by obudzić we wnuku prawdziwego wampira. Nie zawaha się przy tym sięgnąć po bardzo staroświeckie i niebezpieczne metody.

Sam Dracula ma wiele wspólnego z bohaterem Adama Sandlera z "Dużych dzieci", a i jego ekipa z potworem Frankensteina, niewidzialnym elegantem, Panem Mumią i tatkiem wilkołakiem przypomina wspomnianą filmową ferajnę. Na szczęście, pisząc scenariusz "Hotelu", Sandler odpuścił sobie prostackie i rubaszne żarty. Chociaż humor bywa tu absurdalny, to zawsze mieści się w granicach przyzwoitości. W całkowitym zachwycie nad drugą częścią "Hotelu" przeszkadza jedynie fakt, że nie ma w nim spójnej fabuły, a motywy przewodnie wygrywane są w scenkach rodzajowych, przeplatanych niewnoszącymi nic do rozwoju akcji sekwencjami humorystycznymi.

Młodym widzom nie będzie to oczywiście robiło różnicy – twórcy nie przestają się starać o ich uwagę nawet na chwilę. Lecz starsi, którym nie tak łatwo zaimponować rozbłyskami na ekranie, mogą sobie ukradkiem ziewnąć. Drobne mankamenty nie przeszkodzą jednak w dobrej zabawie i odczytaniu nienachalnego przesłania, że akceptowanie tego, co inne, nie grozi utratą własnej tożsamości, a więzy rodzinne i przyjaźń są ważniejsze niż tysiącletnie przyzwyczajenia.

"Igrzyska Śmierci"

Każdy konflikt ma swoich bohaterów, którzy stają się twarzami, symbolami zmagań. Czasami bohaterem jest zbiorowość, znacznie częściej jednostka. Czy jednak zastanawialiście się, co kryje się za mitem stworzonym dla mas lub przez nie wymuszonym? Jaki wybór miał w kwestii własnej legendy jej pierwowzór? W przypadku masowych produkcji tego rodzaju pytania i refleksje pojawiają się niezwykle rzadko. Czasami są traktowane instrumentalnie jako koła zamachowe fabuły. Z tego właśnie powodu "Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2" jest widowiskiem wyjątkowym. Kwestia ceny bohaterstwa nie tylko została przez twórców podjęta, ale stała się wręcz tematem przewodnim. Istotniejszym nawet od formy i widowiskowego rozmachu! Potrzeba olbrzymiej odwagi i wiary w to, co chce się przekazać, by sprzeciwić się oczekiwaniom, jakie Hollywood wdrukowywało w widzów przez ostatnie trzy dekady blockbusterów.

Katniss z ostatniej części "Igrzysk śmierci" desperacko walczy o utrzymanie się przy życiu. Ale nie jest to batalia, do jakiej była przyzwyczajona. Tym razem zagrożone jest nie tyle jej ciało (choć wiele osób chętnie zmieniłoby je w biomasę), co duch. Katniss Everdeen z krwi i kości po prostu zanika. Zastępuje ją abstrakcja o jej twarzy i głosie, ale będąca zarówno produktem nadziei zdesperowanych mas, jak i wynikiem propagandowej manipulacji tych, którzy są u władzy. Za każdym razem, kiedy godzi się wykonać rozsądnie brzmiące sugestie przywódców rebelii, traci cząstkę siebie i zamienia w pozbawioną kontroli marionetkę. Los ten jest o wiele bardziej przerażający od biologicznej śmierci, ponieważ unieśmiertelnia ją w formie, która jest jej obca.

"Kosogłos. Część 2" jest właśnie zapisem desperackiej, momentami beznadziejnej walki o samostanowienie, o własne "Ja". To nie jest widowisko o tym, jak rebelianci odbijają Kapitol z rąk uprzywilejowanego "jednego procenta". Nie spodziewajcie się wielkich scen batalistycznych, imponującego rozmachem szturmu Walczących o Słuszną Sprawę. Obraz Francisa Lawrence"a to prawdopodobnie najskromniejsza, najbardziej cyniczna i gorzka część "Igrzysk śmierci". To także przystępna lekcja poglądowa, która ma uczyć młodych widzów nieufności wobec elit politycznych, zwłaszcza tych, którym z łatwością przychodzi szafowanie podniosłymi i patriotycznymi hasłami. To również opowieść o indywidualnym bohaterstwie, które w obliczu bezdusznego pragmatyzmu jawi się jako naiwne i pozbawione sensu.

Owszem, film wciąż cierpi na nadmiar bohaterów, z którymi twórcy nie do końca wiedzą, co począć. Spokojnie można było kilka postaci usunąć z filmu, choć zdaję sobie sprawę z tego, że wielu fanów literackiego pierwowzoru za takie podejście zlinczowałoby twórców. Nie da się jednak ukryć, że całość znacznie zyskałaby na wartości, gdyby skupiono się wyłącznie na Katniss i jej najbliższym otoczeniu. Szczególnie że zarówno Jennifer Lawrence, jaki i Josh Hutcherson stworzyli bardzo udane kreacje aktorskie. To w dużej mierze dzięki ich grze film broni się jako opowieść o dramatach jednostek postawionych w sytuacji konfliktu totalnego.

źródło: filmweb.pl

Aktualny numer

Dołącz do nas