Aktualności

Repertuar Kina Pieniny (18-24 grudzień)

Animacja przygodowa "DOBRY DINOZAUR" oraz film biograficzny Papieża "Franciszek" to propozycje Kina Pieniny na nadchodzący tydzień. Serdecznie zapraszamy!

KUP MAGAZYN PIENINY -------------------------------------------->

"DOBRY DINOZAUR"

Co by było gdyby meteoryt, który przyczynił się do wyginięcia dinozaurów, ominął Ziemię? Olbrzymie gady zamieszkujące naszą planetę kilkadziesiąt milionów lat temu zyskałyby czas na ewolucję, a co za tym idzie – szansę na zwycięstwo w wyścigu o panowanie nad światem. Podczas gdy homo sapiens stawialiby pierwsze kroki w wyprostowanej pozycji, apatozaury i tyranozaury prowadziłyby już osiadły tryb życia, uprawiały ziemię i hodowały zwierzęta na mięso i jajka. Tak przynajmniej wyobrażają to sobie twórcy "Dobrego dinozaura". I chociaż to wizja naiwna – to zarazem wyjątkowo zabawna.

Główny bohater "Dobrego dinozaura", Arlo, wykluwa się na naszych oczach jako jeden z trojga rodzeństwa. Jest słaby, nieporadny i wszystkiego się boi. Podczas gdy jego brat i siostra osiągają kolejne poziomy wewnętrznego i zewnętrznego rozwoju, on wciąż nie radzi sobie z najprostszymi czynnościami i własnym strachem. Pojawienie się w gospodarstwie szkodnika wyjadającego zapasy na zimę stanie się dla Arlo szansą na zyskanie aprobaty ojca – bohater ma złapać intruza i go zabić. Ale i to zadanie okaże się ponad jego siły. Kiedy splot niefortunnych wydarzeń sprawi, że Arlo znajdzie się daleko od domu, zdobędzie w końcu niepowtarzalną okazję do pokonania swoich słabości. I zawiązania nowych, nieoczekiwanych przyjaźni.

Chociaż pomysł na fabułę może się wydawać starszym widzom banalny, "Dobrego dinozaura" nie da się nie polubić, niezależnie od wieku. Animacja Petera Sohna, autora krótkometrażówki "Zaburzenie częściowe", już od pierwszej sceny urzeka inteligentnym, ciepłym humorem i przewrotnym pomysłem na uczynienie z człowieka nieokrzesanego pupila "uczłowieczonego" dinozaura. Intruzem kradnącym kolby kukurydzy okazuje się bowiem chodzący na czterech kończynach ludzki chłopiec, z którym Arlo się ostatecznie zaprzyjaźnia. Ich pełna oddania relacja pokaże najmłodszym, na czym polega istota bezinteresownej przyjaźni. Będzie też źródłem wielu zabawnych scen.

Nawet jeśli pozostaniecie nieczuli na czarujący w swojej prostocie przekaz "Dobrego dinozaura", to już z całą pewnością nie uda Wam się pohamować entuzjazmu na widok przepięknych obrazów. Zapewniam z pełną odpowiedzialnością za te słowa, że tak perfekcyjnie wyrenderowanych plenerów jeszcze nigdy w kinie nie widzieliście. Za ich sprawą seans "Dobrego dinozaura" to, oprócz pouczającej filmowej lekcji dla najmłodszych, także zachwycająca pod względem wizualnym podróż do krainy z dawnych lat. I ta przygoda spodoba się każdemu.

autor: Dorota Kostrzewa (filmweb)

"Franciszek"

Eminencjo, Najprzewielebniejszy Księże Kardynale, Ekscelencje Księża Biskupi, Czcigodni Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego, pragnę wyrazić swoje zaniepokojenie, iż do polskiej dystrybucji dopuszczono kolejną papa-czytankę. Z intencją, jeśli dobrze rozumiem, czysto "dydaktyczną" - nadchodzi doskonała okazja, żeby "urwać" gimnazjalistom dwie godziny języka polskiego, a przy tym udowodnić, że kino to rzecz nudna i wtórna (grzeszna?). Może następnym razem dzieciaki poprzestaną na lekturze opisu na Filmwebie i już nawet oglądanie ekranizacji szkolnego kanonu wypadnie z żelaznego repertuaru uczniowskich strategii adaptacyjnych. Eminencjo, dobrze, że papież Franciszek - słynący ze skromności - nie zważa na to, co piszą i kręcą na jego temat, bo inaczej niechybnie cisnąłby piuskę w kąt i wrócił do nauczania w dzielnicach biedy. Tyle tutaj lukru, tyle połysku, tyle kioskowej hagiografii, że aż chcemy podejść do ekranu i pomacać – może zaszeleści jak darmowa wkładka do "Super Expressu"?

Księże Biskupie, śpieszę zawiadomić, że pomnik wycięto z dykty. Matrycę autorzy dostali gotową – "Karol – człowiek, który został papieżem" i "Jan Paweł II" z Jonem Voightem to właściwy trop. Dalej kilka kosmetycznych zmian, w końcu trzeba jakoś zaznaczyć postępowość papieża, jego otwarcie na dialog i różnicę, zadziorny charakter i rewolucyjność w kwestiach społecznych. Dorzucono więc postać dziennikarki-agnostyczki, która pisze o Franciszku książkę i z którą Bergoglio wchodzi w przyjacielską relację. Pod wpływem tej znajomości Ana przechodzi przemianę w "istotę duchową" - rezygnuje z aborcji mimo nacisków swojego demonicznego partnera-psychoterapeuty, a papież-rewolucjonista chrzci jej nieślubne dziecko. Pardon Eminencjo, piszę "rewolucjonista", a filmowemu Bergoglio zdecydowanie bliżej do elitarysty - filantropa z obowiązku, nie wrażliwości. Zamiast smrodu faweli woli rozmowy z równymi sobie - ludźmi dobrze wykształconymi, kulturalnymi i czystymi jak wspomniana dziennikarka. Przy herbacie, ciastkach i Mozarcie, z kolei biednych mieszkańców slumsów poklepuje protekcjonalnym gestem po plecach i pyta o zdrowie. Aktor grający Franciszka - chyba wbrew pierwotnym intencjom - skleja swoją postać z ojcowskiej zachowawczości, dystansu, podniosłych kazań, aforyzmów. Nie ma w sobie nic z ludowego filozofa, a nawet nic z człowieka z krwi i kości - niby chodzi na piechotę i wyrzeka się przywilejów, ale przede wszystkim wonieje słodyczą, nakłada ręce, błogosławi, zupełnie jak święty ze średniowiecznych legend.

I znowu sztucznością trąci ocieplanie wizerunku biskupa Rzymu (czyli kanoniczne "tam, za rogiem, chodziliśmy na kremówki"). Twórcy chyba zbyt mocno wzięli sobie do serca zasadę, że bajka o papieżu musi być przede wszystkim estetyczna, bo bród i cierpienie źle wyglądają i źle się sprzedają - nieważne, w kinie czy w okienku pocztowym. Ciało świętego nie ulega przecież zepsuciu, odzwierciedlając nieskazitelność jego duszy. Filmowy "Franciszek" to ultra-mieszczańska, dobrze sytuowana rodzina, ładne przedmioty i ładni ludzie, urocza babcia, której Bergoglio zawdzięcza powołanie. Są też oczywiście kumple i piwka, randki z "najładniejszymi cycuszkami w mieście", ale tak po prawdzie to przede wszystkim teologia, ewentualnie lektura Borgesa w przerwach - sprawy ducha od najmłodszych lat, żadne tam grzeszne przyjemności.

Mało tego, zamiast kontrowersji, stawiajmy na krajobrazy i architekturę, Argentyna to przecież piękny kraj, a Buenos Aires to prawdziwa metropolia, nie zmarnujmy szansy na wielką akcję promocyjną! A że promować można także implicite - wykorzystując np. strukturę filmu - skonstruujmy narrację na wzór prospektu turystycznego. Ułóżmy kilkanaście pocztówek w przypadkowej kolejności. Parę retrospekcji, dzieciństwo, seminarium, arcybiskupstwo, działalność społeczna, kilka obrazków z konklawe, korpo-perypetie zeświecczonej dziennikarki i wielki finał, czyli papieski tron. Voila! Ulotka gotowa do druku.

Księże biskupie, to wszystko byłoby jeszcze do przełknięcia. Co jednak w sytuacji, kiedy papież jakimś cudem obejrzy swoją biografię i zobaczy, że takim samym prospektem – zachęcającym wręcz do grupowych wycieczek po slumsach – czyni się tutaj biedę, wykluczenie i przemoc? Nad kolorowymi slumsami Buenos Aires świeci słońce, uśmiechnięci ludzie tańczą na ulicach, pozdrawiają się wesoło i tłumnie ściągają na kazania Ojca Jorge. Cierpienie pojawia się, i owszem, ale nie wywołuje go pusta miska, tylko aborcja i strach przed potępieniem. Eminencjo, woda święcona się rozlała, film wchodzi, katecheci i poloniści rezerwują bilety, tej fali już nie zatrzymamy. Naszą ostatnią nadzieją pozostają ambony.

autor: Marcin Stachowicz (filmweb)

Aktualny numer

Dołącz do nas